środa, 24 kwietnia 2024

Zmiany, zmiany...

 

W połowie kwietnia  przyszły rozkazy i nastąpiła roszada na stanowiskach dowódczych.  Odszedł  por. pil. Bronisław Mickiewicz, zastępca dowódcy eskadry , A". jego stanowisko objął por. pil. Tadeusz Sawicz (do ej pory członek eskadry B) z kolei por. pil. Tadeusz Nowierski* rozpoczął pracę w lokalnej stacji dowodzenia (operations room) jako kontroler lotów.

Por. pil. Tadeusz Nowierski

W Pembrey również pojawili się i  do dywizjonu dołączył  ppor. pil. Józef Górski. Zajął on stanowisko Sawicza w eskadrze B. Natomiast ppor. Włodzimierz Klawe –otrzymał przydział do eskadry A na miejsce Nowierskiego.


Por. pil. Tadeusz Nowierski brał udział w bitwie o Wielką Brytanię jesienią 1940 roku. W barwach 609 dywizjonu myśliwskiego RAF. Wówczas zestrzelił 3 samoloty Me-109. Dla niego pobyt w Walii miał być urlopem, który obowiązywał w RAF, każdego pilota, który
po odbyciu pewnej liczby lotów bojowych, musiał mieć przerwę. Był przesuwany z jednostek frontowych na tyły lub do jednostek szkolno-treningowych. W czasie służby  na pierwszej linii,  w trudnych fizycznie i psychicznie warunkach taki urlop miał być nowym doświadczeniem .  Tego typu roszady, często dotyczyły całych dywizjonów. 

Dywizjon opuścił również jedyny Brytyjczyk, który z ramienia RAF miał Polakami dowodzić. S/L Donovan ku uciesze naszych ale i miejscowych nie cieszył się dobrą sławą. 

Dowódcą dywizjonu z rozkazu Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii został kpt. pil. Juliusz Frey


W skład Eskadry „A" weszli:

kpt. pil. Wieńczysław Barański - dowódca eskadry

Por. pil. Tadeusz Sawicz– zastępca d-cy eskadry

Ppor. pil. Włodzimierz Klawe

Ppor. pil. Dariusz Gozdecki

Ppor. pil. Franciszek Kozłowski

Ppor. pil. Bolesław Rychlicki

Ppor. pil. Stefan Stegman

Ppor. pil. Stanisław Szmejl

Kpr. pchr. pil. Tadusz Dobrucki

Kpr. Pchr. pil Eugeniusz Gottowot

Kpr. Pchr. pil.  Władysław Mudry


Eskadra „B”

Kpt. Pil. Wacław Wilczewski- dowódca eskadry

Por. pil. Aleksandr Gabaszewicz-zastępca d-cy eskadry

Ppor. pil. Józef Górski

Ppor. pil. Bohdan Anders

Ppor. pil. Bernard Buchwald

Ppor. pil. Roman Nartowicz

Ppor. pil. Zbigniew Nosowicz

Plut. pchor. pil. Jerzy Szymankiewicz

Plut. pchor. pil. Romuald Gadus

Plut. pchor. pil. Paweł Gallus

Sierż. pil. Władysław Kiedrzyński

Kpr. pil. Karol Sumara

Adiutantem dywizjonu kpt. obs. Bernard Krupa

Oficer taktyczny por. obs. Władysław Przymeński

ppor. Bolesław Piętocha „PINOKIO” 
Lekarzem dywizjonowym był ppor. Bolesław Piętocha „PINOKIO” 

Każdy sukces w powietrzu poprzedzony był (nadal jest),  ciężką pracą wymagającą inżynierskiej precyzji, nie rzadko kreatywności, odpowiedniego przygotowania, pielęgnacją i wszystkim tym co dzieje się w serwisie w hangarze przez wykwalifikowany personel naziemny. Nie wszyscy chcą o tym pamiętać ale za każdym sukcesem, zestrzeleniem wroga stał sztab polskich inżynierów, mechaników. Chłopaków, którzy tym maszynom oddali serce, a w kilku przypadkach poświęcili życie podczas lotów testowych.

Oficer techniczny: por. Edward Christman

Z-ca Oficera techn. Ppor. Czesław Perzanowski

Szef kancelarii technicznej: chór. Szczepan Machalski 

Szef mechaników: st. sierżant Józef Rajca

St. Sierżant: Michał.Adamczewski, Wincenty Figiel, Michał Jarmoc, Jan Korczak, Józef Krawczyk, Maksymilian Matwiejów, Konstanty Morawski

Sirżanci: Meczysław Borek, Stefan Małecki, Bronisław Pianko, Zygmunt Walaszczyk 

Plutonowy: Jan Adamkiewicz, Stanisław Drachal, Władysław Firman, Ferdynand Hipp, Maksymilian Kędzia, Leon Korzeński, Mieczysław Krakiewicz, Paweł Kulesza, Jerzy Lewiński, Ryszard Łupinka, Wojciech Milewski, Ferdynand Pach, Jan Pawłowski, Tadeusz Popowicz, Włodzimierz Ślęczkowski, Stanisław Żak

Kapral: Jan Bartkowski, Mieczysław Bełza, Mieczysław Ciesielski (ur. W Turkmenistanie), Marian Czerniak, Antoni Dybek, Ludwik Dziurka, Zbigniew Ekkel, Edmund Garczyński, Stanislaw Gnatek, Borys Grudzień, Franciszek Grzybek, Jan Handerek, Marian Hasir, Władysław Jagiełło, Zdzisław Kaliński, Zygmunt Kałęcki, Bronisław Kociemba, Wacław Kołek, Mieczysław Kotula, Wiktor  Kowalczyk, Witold Kowalski, Bolesław Kusznider, Kazimierz Kühn, Franciszek, Laskowski, Józef Lewkowicz, Marian Łoboda, Stanistaw Machalski, Wincenty Osiński, Kazimierz Paluchowski, Stefan Pałasz, Stanisław Papierowski, Władystaw Pilarek, Stanisław Politański, Florian Polok, Julian Rogal, Kazimierz Różycki, Piotr Sauczek, Fryderyk Stochel, Stanisław Styczek, Stanisław Świrski, Edmund Tomaszewski, Czesław Turlik, Franciszek Walkowiak, Wawrzyniec Zając

St. szeregowy: Stefan Anisiewicz, Władysław Bielicki, Kazimierz Bogdański, Stanisław Daruś, Paweł Duda, Antoni Flak, Kazimierz Fornal, Mieczysław Gołębiowski, Jan Kucharenko, Tadeusz Lewandowski, Stefan Młodożeniec, Wincenty Niewiadomski, Józef Nowak, Czesław Olszewski, Franciszek Pawłowski, Mieczysław Pasiewicz, Kazimierz Piróg, Kazimierz Piwowar, Stefan Powierza, Zdzisław Puczyński, Jan Rechciński, Stanisław Rychter, Jan Skrzypczak, Wiktor Jan Skultety, Franciszek Stankiewicz, Tadeusz Stola, Leopold Szpala, Teofil Topolewski, Michał Wijtyk.

Szeregowy: Jan Baran, Władysław Chojka, Edmund Czechowski, Antoni Czyżyk, Mieczysław Domański, Zdzisław Domin, Franciszek Dorada, Jacek Filek, Feliks Franaszek, Zbigniew Giernatowski, Feliks Goliński, Jan Grobelny, Antoni Gromadzki, Stanisław Horyński, Eugeniusz Huszcza, Sergiusz Jacewicz, Wacław Klimowicz, Stanisław Kolano, Franciszek Kostrzewski, Zenobiusz Kozłowski, Stefan Krzemiński, Rudolf Kutkowski, Zbigniew Laskoś, Wincenty Lewandowski, Henryk Majewski, Stanisław Molenda, Antoni Pieniek, Jan Plaskura, Jan Przybysz, Paweł Rajski, Jerzy Różaiski, Jerzy Różański (II), Bronisław Stępień, Leon Szyszko, Wacław Tobolski, Edward Troczyński, Stanisław Wawrzyńczak.

wtorek, 9 kwietnia 2024

Mewka Sawicza

 

Por. Tadeusz Sawicz



Dzisiaj mija dokładnie 83 lata  (09 kwietnia 1941), kiedy to porucznik Tadeusz  Sawicz w parze z ppor. Bohdanem Andersem jako skrzydłowym patrolował wybrzeże zachodnie  dzisiejszego hrabstwa Pembrokshire na linii Linney Head - wyspa Skomer. 


W czasie swojej służby, która trwała wyjątkowo długo, piloci wykonywali kolejny nawrót i wpatrywali się w odmęty oceanu.  Zauważyli konwój morski nad, który nadleciał dwusilnikowy samolot Luftwaffe. Warunki były trudne; w swoich kronikach opisuje Buchwald, widoczność ograniczona, a  nad morzem, na wysokości ok. 200 metrów rozciągała się mgła. 

Ppor. Bohdan Anders 
 

    Polscy piloci odnieśli wrażenie, że wszyscy zauważyli się nawzajem w tym samym momencie, piloci obu załóg ale także marynarze brytyjskiego statku. Heinkl He 111 zdążył zrzucić dwie bomby na jednostkę morską- zresztą nie celnie,  po czym do akcji wkroczyli Polacy. Sawicz nie zastanawiając się ani chwili zaatakował.  W tym samym czasie artyleria przeciwlotnicza niszczyciela otworzyła ogień. Zaprzestali, kiedy dostrzegli nadlatujący na pomoc polski dywizjon.    To była niesamowita akcja. Na temat tego wydarzenia krążyły przez lata legendy. „Por. Sawicz tak się do niego „przyczepił'", cały czas strzelając krótkimi seriami, że uniki Niemca na nic się zdały i po czwartym ataku lewy silnik Heinkla zaczął dymić. Załoga bombowca nie czekała i zaczęła wyskakiwać ze spadochronami. Wszyscy, oprócz tylnego Strzelca, który zginął wcześniej od pocisków (…) - tak tamten dzień wspminał Bernard Buchwald. Piloci, którzy przeżyli,  katapultowali się, natomiast wrak samolotu spadł do morza i  utonął.

Ale to nie był koniec tej historii. Niemcy, którzy przeżyli uznali, że polskiemu myśliwcowi należy się wyjątkowe  podziękowanie. Zachowali się honorowo. Ponieważ po zestrzeleniu samolotu zaprzestali strzelania do rozbitków. Kilka dni później,  16 kwietnia, por. Sawicz otrzymał list od brytyjskiego oficera wywiadu bazy RAF Pembroke Dock z informacją, że niemiecki obserwator oddał "mewkę" Luftwaffe, przyszywaną na wyłogach kołnierza jako oznaczenie stopnia. Gest ten miał być najwyższą formą podziękowania za honorowe zachowanie Polaka.


O Tadeuszu Sawiczu i losach jego rodziny można przeczytać tutaj: https://www.polishexilesofww2.org/jadwiga-sawicz wersja ang. 

W wydanej kilka lat temu książce  Generał brygady pilot Tadeusz Sawicz 1914-2011, Wojtek Matusiak. Wojskowe Centrum Edukacji Obywatelskiej, 2012. 

fot. U.S. National Archives and Records Administration/ Wikipedia


poniedziałek, 1 kwietnia 2024

Pierwsze zwycięstwo

 

    Po tygodniach żmudnych treningów, monotonnym "oblatywaniu" nieba nad Kanałem Bristolskim. Nastał 1 kwietnia. Dla oficerów dywizjonu 316 zapewne nie był to prima aprilis, chociaż w swoich wspomnieniach Bernard Buchwald często nawiązuje do tego święta, które także było znane w Walii jako April Fools' Day. Wydaje się, że Walijczycy również przykładali wagę do psikusów i takowe miały miejsce ale o tym innym razem.

Tego dnia loty 316 wzdłuż Kanału Bristolskiego były monotonne i męczące. Nie ma co się dziwić. Kojarzycie powrotne loty z urlopu do Walii oraz przelot nad morzem przy pogodzie typowo wyspiarskiej. Z pokładu samolotu pasażerskiego tanich linii lotniczych woda wygląda jak szaro błotna galareta. W taki właśnie obraz kanału bristolskiego oraz morza Irlandzkiego przez kilkadziesiąt dni z rządu zmuszeni byli wpatrywać się polscy piloci.  Tego dnia por. Aleksander Gabaszewicz z podpor. Bohdan Andersem zmagali się z takimi widokami. Przez kilka godzin służby i wpatrywali się godzinami w nicość.

To była monotonna, długa służba i o ile Polacy uwielbiali latać, bo w tym właśnie się spełniali, to tamtej wiosny było to  wyjątkowo męczące . Pod koniec służby, kiedy zmęczenie dawało znać, dostrzegli niemieckie samoloty Heinkcl He-lll , które przymierzały się do zbombardowania statków (tankowców jak podają źródła[1]  płynących po morzu Irlandzkim .

Tak to powietrzne starcie opisywał we swoich wspomnieniach Bernard Buchwald:

Pierwszy zaatakował Gabszewicz; niemiecki  strzelec na tyłach maszyny został najprawdopodobniej śmiertelnie trafiony, bo przestał strzelać, a samolot Luftwaffe stanął w płomieniach. Wykończył go ppor. Anders (Niemiecki samolot- przyp. Red) i runął jak pochodnia do morza. Po tym sukcesie natychmiast zaatakowali drugiego  Heinkla. Niestety tym razem Polacy oddali jedynie tylko kilka strzałów, bo Niemcy w popłochu skryli się w chmurach.

Potem z nasłuchów radiowych dotarły meldunki o zestrzeleniu  niemieckich bombowców. Zostały dobite przez dwa inne patrole.Tego dnia  nie było primaaprilisowych żartów. a kilka godzin późnij zestrzelono kolejnych 5 innych bombowców.

Dla naszych oficerów radość z tego pierwszego zwycięstwa była ogromna. Wieczorem  w kasynie wojskowym  tradycyjnie świętowano zwycięstwo. Ale dla naszych to było coś więcej niż kolejne zwycięstwo. Pierwszy sukces na walijskiej ziemi, powrót do szyku, powrót do gry. Po tym wydarzeniu zaczęły spływać pierwsze oficjalne gratulacje.

Generał Quinton Brand

Dowódca 10 Grupy Myśliwskiej ( w skład, której  wchodził 316 Polish Fighter Squadron 
generał Quinton Brand[2] depeszował:   „Wysoko sobie cenię wysiłek wszystkich pilotów w tak bardzo trudnych warunkach latania, jakie przeważały w ostatnich kilku dniach. Wasze osiągnięcia bardzo podnoszą na duchu i z ufnością patrzę w przyszłość w oczekiwaniu dalszych sukcesów"[3]

Do kroniki wpisał się również bezpośredni przełożony z RAF, major Donovan, któremu zapewne było trudno wpisać coś miłego, bo znany był ze swojej niechęci, której zresztą nie ukrywał . W kronice napisał : „To było rzeczywiście wspaniałe przedstawienie pokazane przez tych dwóch oficerów z 316 polskiego dywizjonu. Porucznik Gabszewicz-  dowódca klucza w tym dniu miał szczęście do utalentowanego naśladowcy ppor. Andersa (był to jego pierwszy lot bojowy nad Wielką Brytanią)” .

Porucznik Aleksander Gabszewicz ps. Hrabia OleśGabsio  w osobistym wpisie wspomniał skromnie o swoim szczęściu i nawiązywał do tradycji lotniczych 113 Eskadry Myśliwskiej , w którym służył i z podwalin której powstał Dywizjon 316. Było to jego trzecie zestrzelenie Heinkla 111  od wybuchu wojny. Pierwszego zestrzelił w pierwszym dniu napaści na Polskę 1 wrześniu 1939 roku. Kolejny runął w ogniu we Francji i ten1 kwietnia był trzeci i nie ostatni. Do końca wojny przypisano mu 9 i 1/2 pewnych zestrzeleń (8 indywidualnych i 3 zespołowe) i 1 i 1/3 prawdopodobnych oraz 3 uszkodzone samoloty Luftwaffe.[4] Ppor. Bohdan Anders wpisał do Kroniki Dywizjonu następujące słowa: "Dzień 1 kwietnia 1941 roku będę zawsze wspominał jako najmilszy w moim życiu, gdyż wykonując w tym dniu mój pierwszy lot bojowy w 316 Dywizjonie przyczyniłem się do zestrzelenia samolotu nieprzyjaciela" .

Gen. PSP Stanisław Ujejski 
Gratulacje przesłali również Inspektor Polskich Sil Powietrznych Stanisław Ujejski generał brygady obserwator Wojska Polskiego, generalny inspektor Polskich Sił Powietrznych oraz koledzy z 303 Dywizjonu „Kościuszkowskiego”.

To była ciężka i monotonna służba. Pogoda przez całą wiosnę nie rozpieszczała naszych. Loty szarymi, wiecznie  wzburzonymi falami kanału La Manche, Kanału Bristolskiego czy Morza Irlandzkiego. Stanowiły prawdziwe wyzwanie.

Piloci we swoich wspomnieniach często narzekali na zmęczenie psychiczne. Nużące było wpatrywanie się w szare niebo i morze. I ta wieczna świadomość, że w przypadku awarii silnika,  postrzału czy innego wypadku losowego, lądować trzeba będzie w odmętach zimnego oceanu.  Analizując wypadki lotnicze z tamtego rejonu wodowanie najczęściej kończyło się tragicznie. Chociaż zdarzały się wyjątki ale o tym innym razem. Niektórzy nawet narzekali na  odciski na „pewnej części ciała”.

 

Na stronach irlandzkiego Waterford grupy historycznej można odnaleźć zdjęcie jednostki Luftwaffe Siebenundzwanzig. Samolot został uszkodzony po ataku na konwój tankowców płynących Kanałem Bristolskim w stronę morza Irlandzkiego. Właśnie 1 kwietnia 1941 roku. Rozbił się on na polu w Ballyristeen niedaleko Bunmahon w Waterford.

Na szczycie Heinkla widać grupę mężczyzn. Widoczna jest również swastyka na płetwie samolotu. Samolot należał do Kampfgeschwader "Boelcke" KG 27, kody samolotów to 1G+LH. Załogę stanowili Ernst Lorra (pilot) Heinz Grau (nawigator) George Fleischmann (obserwator) Ernst Genzle (mechanik pokładowy) i Otto Jaeger (strzelec). Załoga przeżyła katastrofę, a George Fleischmann osiadł w Irlandii i odegrał ważną rolę w rozwoju irlandzkiego przemysłu filmów dokumentalnych jako operator i reżyser. 



ART



[1] Waterford History News FB https://www.facebook.com/waterfordhistorynews 

[3] Bernard Buchwald

[4] https://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksander_Gabszewicz

poniedziałek, 18 marca 2024

Dywizjon 316 melduje gotowość bojową

 

Do Pembrey Polacy gremialnie przybywali przez cały marzec. Do dywizjonu dołączyli jeszcze por. pil. Tadeusz Nowierski „NOVI” przybył on z dywizjonu 609 RAF, ppor. pil. Bohdan Anders przeniesiony z dywizjonu 303, ppor. pil. Roman Nartowicz, Stefan Stegman oraz sierż. pil. Władysław Kiedrzyński (to był jego pierwszy przydział po opuszczeniu Francji), ppor. ppor.pil. Bernard Buchwald (podobnie j/w), Dariusz Gozdecki, Bolesław Rychlicki, Stanisław Szmejl; podchorążowie: plut. pil. Jerzy Szymankiewicz, kpr. pil. Tadeusz Dobrucki, kpr. pil. Eugeniusz Gottowt i kpr. pil. Karol Sumara oraz i 148 innych oficerów. Między innymi służba naziemna, podoficerowie i szeregowi, inżynierowie, mechanicy służby technicznej, pracownicy administracji.

Dywizjon 316 „Warszawski”, według przepisów RAF pełną gotowość bojową uzyskał 25 marca 1941 roku. Przepisy Royal Air Force za gotowość bojową dywizjonu myśliwskiego uważały: dywizjon do dyspozycji powinien mieć przynajmniej 12 samolotów w gotowości bojowej oraz 6 samolotów w rezerwie i co najmniej 24 pilotów: 12 pełniących dyżur bojowy, 12 odpoczywających - na zmianę co 24 godziny.

To były tylko przepisy i  założenia regulaminowe, czyli teoria. W praktyce była wojna i panowały warunki polowe. Polacy mieli doświadczenie i byli elastyczni, „z nie jednego pieca chleb już jedli”. Potrafili szybko przystosowywać się do panujących w danej chwili okoliczności. Niestety wśród dowództwa RAF często właśnie za to byli krytykowani i oskarżani za przekraczanie uprawnień.

A po bitwie o Wielką Brytanię  pilotów regularnie ubywało. Szkolenie nowej kadry w warunkach wojennych było dla Brytyjczyków trudne do przyspieszenia, zasady, regulaminy, szkolenie jedynie w wąskiej specjalizacji.

Dlatego też do 25 marca polski dywizjon zameldował gotowość bojową w niepełnym wymiarze.  Dywizjon 316 posiłkował się  15 pilotami, z których 6 było w gotowości bojowej. Reszta powinna być w rezerwie. Nie mogli pozwolić sobie jednak na bezczynność;  dodatkowo, wykonywali loty treningowe i pełnili dyżur bojowy a pozostali loty treningowe.

Polacy na wyposażeniu na lotnisku w Pembrey mieli samoloty myśliwskie produkcji brytyjskiej typu Hawker Hurricane Mk-I, a później Mk-II. Jedne i drugie miały silniki Rolls Royce. Pierwsze o mocy 1065 KM, drugie - 1260 KM-i osiągały prędkość 518 km/godz. Mk-II 545 km/godz. Wyposażone były w 8 karabinów maszynowych, które wyrzucały 1200 strzałów na minutę. Ustępowały Messerschmittom (na których latało Luftwaffe) prędkością, lecz były bardziej zwrotne.  Pełen skład pilotów dywizjon osiągnął dopiero 3 kwietnia 1941 roku już po pierwszych sukcesach naszych pilotów.

Dywizjon 316 „Warszawski”, w gotowości bojowej wyglądał następująco:

Z ramienia RAF na opiekuna polskiego dywizjonu skierowano S/L (major) Donovan- był on jak go Polacy nazywali „figurantem zza biurka”.

Oczywiście najważniejsi byli Polacy: Dowódcą dywizjonu z rozkazu Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii został kpt. pil. Juliusz Frey

W skład Eskadry „A" weszli:

kpt. pil. Wieńczysław Barański - dowódca eskadry

por. pil. Bronisław Mickiewicz – zastępca d-cy eskadry

por. pil. Tadeusz Nowierski

ppor. pil. Dariusz Gozdecki

ppor. pil. Franciszek Kozłowski

ppor. pil. Bolesław Rychlicki

ppor. pil. Stefan Stegman

ppor. pil. Stanisław Szmejl

Kpr. pchr. Pil. Tadeusz Dobrucki

Kpr. pchr. Pil Eugeniusz Gottowt

Kpr. pchr Władysław Mudry

 


Eskadra „B”

Kpt. Pil. Wacław Wilczewski- dowódca eskadry

Por. pil. Aleksandr Klemens Gabszewicz-zastępca d-cy eskadry

Por. pil. Tadeusz Władysław Sawicz

Ppor. pil. Bohdan Anders

ppor. pil. Bernard Karol Buchwald

ppor. pil. Roman Nartowicz

ppor. pil. Zbigniew Nosowicz

plut. pchor. pil. Jerzy Mieczysław Szymankiewicz

plut. pchor. pil. Romuald Gadus

plut. pchor. pil. Paweł Piotr Gallus

sierż. pil. Władysław Kiedrzyński Richard Anderson 

kpr. pil. Karol Sumara






Adiutantem dywizjonu został kpt. obs. Bernard Krupa, na oficera taktycznego powołano por. obs. Władysława Przymeńskiego, a o zdrowie naszych bohaterów dbał  lekarz ppor. lek. Bolesław Piętocha „PINOKIO”


źrodła:

https://listakrzystka.pl/

IPN

Bernard Buchwlad. 316 Warszawski Dywizjon Myśliwski. Wydawnictwo MON, Warszawa 1989. 


poniedziałek, 11 marca 2024

Czekając na rozkazy

 

Dywizjon kształtował się do końca marca 1941 roku. Po przybyciu pierwszych oficerów do końca lutego, do Pembrey, przybyli kolejni członkowie "Warszawskiego" Dywizjonu Myśliwskiego 316.

Oficerowie, elita polskiego lotnictwa. Do Barańskiego, Sawicza, Gabszewicza i Freya, dołączyli:  kpt. obs. Bernard Krupa, którego mianowano na adiutanta dywizjonu, kpt. pil. Wacław Wilczewski, por. obs. Władysław Przymeński; oficer taktyczny dywizjonu, por. pil. Bronisław Mickiewicz, ppor. pil. Franciszek Kozłowski i ppor. pil. Zbigniew Nosowicz, plut. pchor. pil. Romuald Gadus, kpr. pil. Władysław Mudry i ppor. lek. Bolesław Piętocha, który był głównym lekarzem dywizjonu.


kpt. pil. Wacław Wilczewski

pchor. pil. Romuald Gadus










ppor. pil. Franciszek Kozłowski


por. pilot Bronisław Mickiewicz 







 kpr. pil. Władysław Mudry


ppor. pil. Zbigniew Nosowicz












źródła:

Ku czci poległych 1939-1945. 

https://listakrzystka.pl/mickiewicz-bronislaw/

Battle of Britain London Monument 

Mudry Włodzimierz Mirosław - Krzystek's List - Polish Air Force in Great Britain 1940-1947 (listakrzystka.pl)




piątek, 1 marca 2024

Lotnisko PEMBREY

PEMBREY

W ubiegłym tygodniu wybraliśmy się do Pembrey. Cisza, czyste niebo, ostre lekko wiosenne powietrze. W Polsce nazywamy to przedwiośniem. Pamiętacie, kiedy w płucach wciąż czujemy ostry powiew zimy ale już nozdrza wyłapują zapach błota i kiełkujących pierwiosnków. Idzie nowe, chciałoby się rzec.  

Widok na Burry Port i Llanelli 
          

Widok z plaży Cefn Sidan na Rhosili 


Morze było widać z oddali. Kolejny przypływ miał nadejść za kilka godzin. Bezpiecznie eksplorowaliśmy wydmy i tereny zalewowe w obydwu kierunkach. Polscy oficerowie, przybyli  do Carmarthenshire z północnej Anglii ’ w lutym 41 roku. Przeniesienie z Dywizjonu 303 do "noworodka" miało dać im namiastkę odpoczynku. 
Bernard Buchwald autor książki o Dywizjonie 316 w swoich notatkach wspominał: (…) lotnisko wojskowe (…) leżało nad samym morzem, do którego w czasie przypływu nie było więcej niż 350 metrów- licząc od południowego skraju pola wzorów (pasa startowego przyp. autorka). Od strony północnej, około 2 km ciągnął się niewysoki łańcuch górski, wzgórza raczej niż góry, wznoszący się na 300 metrów. Dodawał on okolicy malowniczości (…). Było nazywane kapryśnym i niebezpiecznym. Topografia terenu i niespodzianki meteorologiczne nie pomagały. Analizując ówczesne amplitudy temperatur i opady; koniec zimy i wczesna wiosna 1941 były wyjątkowo zmienne. Gęsty deszczu rozmiękczał teren w sąsiedztwie pasa startowego, co sprawiało, ze był wiecznie mokry i śliski.

Fabryka dynamitu i lotnisko w Pembrey

Ale zanim tutaj pojawił się pas startowy i hangary, tajemniczy nadmorski las otulał fabrykę materiałów wybuchowych. Piaszczysty teren dzisiejszego lotniska mieszczący się w sąsiedztwie naturalnych wydm był idealnym miejscem na ukrycie takiej produkcji. Pozwalał na dowolne formowanie ławic i okopów z piasku, które otulały budynki fabryki. Piasek można było łatwo formować, stawał się zatem naturalnym amortyzatorem i zabezpieczeniem przed niekontrolowanymi  eksplozjami.

Pierwsze wzmianki na temat fabryki to schyłek dziewiętnastego wieku.  Stowmarket Explosive Company rozpoczęła produkcję dynamitu, zapalników i detonatorów. Zaopatrywała  walijskie kopalnie i kamieniołomy. W 1914 roku została przejęta przez rząd i mianowano ją  Royal Ordnance Factory. Była jedną z największych fabryk w kraju, produkujących amunicję podczas Wielkiej Wojny (wówczas było ich 200).  Została zamknięta w dwudziestoleciu międzywojennym. Z powodu wybuchu kolejnego konfliktu zbrojnego, ponownie otwarta w latach czterdziestych.  Dokładnie przebudowana, zajmowała 200 hektarów, a bunkry pomagały w jej kamuflażu i ochronie. Fabryka posiadała własną wewnętrzna linię kolejową, łączącą się z linią  główną w Pembrey. Posiadała również własną elektrownię o niespotykanej mocy jak na tamte czasy. Zakłady zapewniały utrzymanie okolicznej ludności. W szczytowym okresie pracowało w niej ponad 2000 osób (głównie kobiety).

Royal Air Force (RAF) czyli Królewskie Siły Powietrzne w  Pembrey początkowo rozpoczęły swoją działalność jako baza szkoleniowa dla strzelców przeciwlotniczych (1936/1937 rok). Następnie w 1938 roku opracowano plany powstania lotniska, a sama  baza rozpoczęła działalność w 1939 roku.








Kiedy wojna rozhulała się na dobre, a Francja skapitulowała w Wielkiej Brytanii zaczęto w pośpiechu tworzyć nowe bazy lotnicze. Dotychczasowa ich liczba przy „zaostrzonym apetycie” Hitlera była wystarczająca. Brakowało lotnisk dla samolotów, które w efektywny sposób uchronią brytyjskie miasta, ludność cywilną, zaplecze przemysłowe oraz komunikację i dostawy przed nalotami Luftwaffe.

W czerwcu 1940 r.  Pembrey staje wojskową bazą lotniczą. W tej małej walijskiej miejscowości, jako pierwsi pojawiają się lotnicy z dywizjonu 92 RAF wraz z nimi pierwsze samoloty Supermarine Spitfire Mk II.  W  wrześniu 1940 roku, w  szczytowym momencie Bitwy o Anglię  dywizjon 92 został przerzucony do Anglii, a jego miejsce zajęły kolejne dwa dywizjon 256 i w styczniu 1941 polski Dywizjon Myśliwski Nocny 307 „Lwowskich Puchaczy”. Obydwa wyposażone w samoloty Boulton Paul Defiant II.

W lutym 1941 r. następuje wymiana i na lotnisko trafiają „Nasi”. Zaczęto formować całkowicie polski ósmy już na ziemiach brytyjskich- polski Dywizjon Myśliwski 316 ”Warszawski” ( City of Warsaw). Pembrey stało się bazą myśliwców na dobre. Dywizjon 316, w tamtym czasie latał na Hurricanach i miał patrolować Kanał Bristolski. W Walii Polacy gościli do 18 czerwca 1941 roku. Tuż po przekazaniu lotniska we władanie 1 Air Gunnery School (szkoła strzelców pokładowych) 15 czerwca 1941 roku. Początkowo trzon samolotów szkoleniowych dla AGS stanowiły Bristol Blenheim I i II oraz Westland Lysanders, ale jesienią ’41 zostały one zastąpione przez Avro Anson. Oprócz szkoleń, lotnisko wykorzystywane było do różnego rodzaju testów, eksperymentów i sprawdzianów technicznych zarówno samolotów jak i sprzętu. W grudniu ‘41 roku  samolot Fairey Albacore Królewskiej Marynarki Wojennej testował tutaj nowy typ bomby, która miała być w przyszłości używana w walkach z okrętami podwodnymi.  Szkoła strzelców pokładowych przeprowadziła ponad 114 różnego rodzaju kursów szkoleń, w których udział brali również Polacy, którzy na wyspy Brytyjskie docierali przez cały okres wojny wyrażając chęć przystąpienia w szeregi RAF. Edukacja i szkolenie w takich placówkach były obowiązkowe. Szkoła została rozwiązana 14 czerwca 1945 roku.

Pembrey było strategicznym miejscem zarówno w Walii jak i w całym zjednoczonym Królestwie. Okolica była niebezpieczna. Tuż przed przybyciem pierwszych polskich oficerów z nowoformującego się dywizjonu, dwa dni  wcześniej  (19-21 lutego 1941r.), samoloty Luftwaffe całkowicie zniszczyły centrum Swansea. Niemcy bombardowali miasto niemalże przez 72 godzinnym non stop. Zginęło 230 osób, ponad 400 zostało poważnie rannych.

Po wojnie w latach 60 rząd planował złote plaże Pembrey i cudowne widoki na Gower i Rhosili zamknąć przed mieszkańcami. Pojawiły się plany przekształcenia całego terenu i plaży w poligon. Ministerstwo obrony nie odpuszczało. Nie spodziewali się jednak, że Walijczycy to hardy naród i o swoje walczy  do końca. Na szczęście wygrali swoją batalię. Zamiast poligonu w 1980 roku powstał Pembrey Country Park, w którym wciąż można napotkać na ślady przeszłości.  Dzięki zwartej i zdeterminowanej społeczności, dzisiaj możemy wylegiwać się lub aktywnie spędzać czas w lokalnym lesie i na pięknej plaży.

O Armii Mam i o walijskiej determinacji w kolejnych wpisach.

fot. od góry
Fot. Archiwalne, autor nieznany https://historypoints.org/index.php?page=site-of-dynamite-factory-pembrey
Zdj. kolorowe, autor Agnieszka Raduj-Turko 
Pozostałości po fabryce w Pembrey, bunkry oraz nasypy kamuflujące dawne zabudowania fabryczne. 

piątek, 23 lutego 2024

NARODZINY LEGENDY

 
Początek istnienia dywizjonu: 22 czy 23 lutego 1941[1]


Dwudziestego drugiego lutego 1941 roku do bazy Królewskich Sił Powietrznych  w Pembrey (południowa Walia) przybyli pierwsi, polscy oficerowie.  Pięć dni wcześniej powołano polski dywizjon 316. Czwórka wybitnych polskich lotników otrzymała trudną misję utworzenia polskiego dywizjonu myśliwskiego. 



Wszyscy dostali bezpośrednie przeniesienie do Walii z legendarnego Dywizjonu 303, który wówczas stacjonował ponad 300 mil od Pembrey, w jednostce królewskich sil powietrznych w Leconfield w północno-wschodniej Anglii.
W sobotę  22 lutego do bazy dla pilotów RAF w Pembrey przybyli:
Kapitan pilot Juliusz Frey (z byłej 114 eskadry), kap. pil. Wieńczysław Barański (z 113 eskadry) i por. pilot Aleksander Gabszewicz (114 eskadra), por. Tadeusz Sawicz (114)
Najlepsi z najlepszych. Młodzi, energiczni, kompleksowo wykształceni i mimo młodego wieku[2] tak bardzo doświadczeni.
Swoje kompleksowe wykształcenie, doświadczenie w lataniu i walce z nieprzyjacielem teraz mieli przekuć w kolejny sukces. Tak też się stało.
W pierwszych dniach po przybyciu na walijską ziemię, zadaniem naszych asów było zapoznanie się z obiektami, ukształtowaniem ternu i możliwościami lotniska. Rozkaz nakazywał: zorganizować zaplecze techniczne szybko i sprawnie. Według nazewnictwa oficjalnego nomenklatury RAF, dywizjon 316 nazywano; 316 Fighter Polish Squadron. Był to ósmy całkowicie polski dywizjon lotniczy Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii.
Jak w każdej historii obok bohaterów pozytywnych zawsze pojawia się czarny charakter.  I w tej  historii też się pojawił. Jeszcze w lutym 1941 loku stanowiska dowódcze były dublowane. Nad Polakami musiał czuwać zwierzchnik z ramienia RAF. Został nim S/L (major) Donovan – anglik, który nie pałał miłością do obcokrajowców, w szczególności Polaków. Na każdym kroku krytykował, „podcinał skrzydła” i umniejszał ich zasługom. Dzisiaj nazwalibyśmy to mobbingiem na służbie. Na szczęście taka sytuacja nie trwała długo.
 
Naszych bohaterów łączyła przyjaźń i podobna przeszłość. Dywizjon kontynuował tradycje dwóch polskich, przedwojennych eskadr lotniczych, z których wszyscy czterej oficerowie wywodzili się z 113 i 114 eskadry, które wówczas wchodziły w skład I Pułku Lotniczego w Warszawie. A w czasie walk o wolność we wrześniu ‘39 służyli pod skrzydłami IV Dywizjonu Myśliwskiego Brygady Pościgowej.
Od lutego 1941 toku baza w Pembrey miała być przerwą i chwilą wytchnienia po trudach Bitwy o Wielką Brytanię.  Stała się miejscem pracy, domem, a nawet miejscem wiecznego spoczynku dla jednego z nich. 


[1] Bernard Buchwald pisząc swoje wspomnienia wspomina o dacie 22 lutego.  Natomiast inne źródła np.  Lotnictwo i Ludzie/Aviation and People tłumaczy pojawienie się daty 23 lutego, powołując się na kronikę dywizjonu. Nieścisłości mogą wynikać z faktu, iż był to weekend. Być może po długiej podroży dopiero następnego dnia przystąpiono do służbowych czynności.
[2] Juliusz Frey w chwili objęcia dowództwa nad dywizjonem miał 34 lata, Wieńczysław Barński 33 lata, Aleksander Gabszewicz 30 lat, Tadeusz Sawicz 27 lat.

 Fot. Zdjęcia pochodzą z Wikipedii oraz https://listakrzystka.pl/en/frey-juliusz-artur/


Polish Heritage Days 2026

  Podczas tegorocznego Wales National Armed Forces Day miałam okazję przygotować materiały historyczne z okazji 85. rocznicy powstania Dyw...